Ostatnia aktualizacja: 30 października 2017
Historia aktualizacji
30 paź 2017Pierwsza publikacja

Słuchacie o niej nieustannie od kilku lat. Wirtualna rzeczywistość to temat, który już na dobre wszedł do naszej technologicznej codzienności i nic nie wskazuje na to, abyśmy mieli się z nią szybko pożegnać. Zapewne chcąc poznać na własnej skórze czym ona jest, zakupiłeś PlayStation VR i zastanawiasz się, które gry PSVR są najlepsze i najbardziej warte uwagi. Mamy dla Ciebie kilka rekomendacji, które musisz rozważyć zaczynając swoją przygodę z grami VR.

Rekomendacja nr 1: Fairpoint – gra pokazująca pełnię potencjału VR

Powinieneś kupić Fairpoint, jeśli:

  • szukasz pełnego doświadczenia VR, które angażuje nie tylko zmysły, ale i całe ciało;
  • jesteś gotów zapłacić więcej za doświadczenia najwyższej jakości;
  • posiadasz w domu dużą przestrzeń do grania w VR;
  • lubisz dynamiczne gry.

Farpoint w ujęciu czysto mechanicznym nie jest żadną rewolucją. To w gruncie rzeczy zwykła strzelanka, bazująca na schematach, które doskonale znane są wszystkim fanom gatunku. Fakt przeniesienia całości na płaszczyznę VR-ową zmienia jednak absolutnie wszystko. W całej swojej karierze gracza we wszelakiej maści shooterach spędziłem kilka tysięcy godzin i nie mam żadnych wątpliwości co do tego, iż to Farpoint zaangażował mnie w grę najbardziej ze wszystkich, a dostarczane przez niego wrażenia są niezapomniane. Aby osiągnąć pełną immersję, tytuł wymaga jednak od nas dodatkowego zakupu – specjalnego kontrolera w kształcie karabinu. Gra umożliwia wprawdzie zabawę za pośrednictwem zwykłego kontrolera, ale wrażenia są wówczas nieporównywalnie gorsze. Z AIM-kontrolerem zabawa wchodzi na całkowicie inny poziom – aby ustrzelić przeciwnika trzeba autentycznie poruszać się przed konsolą, a do tego celowanie wymaga precyzyjnego unoszenia „karabinu”. Innymi słowy – w Farpoint nie tyle wcielamy się w żołnierza… co autentycznie się nim stajemy.

Farpoint gun
W Farpoint najlepiej grać ze specjalnymi akcesoriami

Poruszanie się w świecie Farpointa z wykorzystaniem nowego kontrolera wymaga pewnej wprawy. Początkowo całość może wydawać się nienaturalna, a błędnik podczas szybkiego uciekania przed kosmicznymi robalami bądź robotami z pewnością niektórym zacznie wariować. W moim przypadku, wystarczyło zaledwie kilkanaście minut, aby przestawić się na nową perspektywę i przyzwyczaić ciało do poruszania się w taki, a nie inny sposób. Oczywiście to też nie tak, iż w Farpoint od początku do końca znajdujemy się w ciągłym wirze szalonej walki – starcia poprzedzielane są sekcjami „chodzonymi”, podczas których eksplorujemy świat i poznajemy fabułę, skupiającą się historii astronautów badających kosmiczne anomalie.

Farpoint grafika

Przejście kampanii zajmuje około 5-6 godzin, ale, co bardzo istotne, gra ma też tryb multiplayer! Co to oznacza? W dowolnej chwili można wziąć udział z innym graczem w specjalnych wyzwaniach i wspólnie stawić czoła nadchodzącym hordom przeciwników. Świadomość tego, że walczy się właśnie ramię w ramię z kimś oddalonym od o setki kilometrów, również noszącym hełm VR i trzymającym finezyjny kontroler, to naprawdę niesamowite doświadczenie. Przyszłe tytuły zapewne także pójdą masowo w tym kierunku, ale tego „pierwszego razu” z pewnością jeszcze długo nie zapomnę.

Wiarygodne sklepy gwarantujące bezpieczne zakupy
Poniższe odnośniki są linkami afiliacyjnymi. Dokonując zakupu nie płacisz nic więcej, a wspierasz naszą działalność.
Wiarygodne sklepy gwarantujące bezpieczne zakupy
Poniższe odnośniki są linkami afiliacyjnymi. Dokonując zakupu nie płacisz nic więcej, a wspierasz naszą działalność.

Rekomendacja nr 2: Resident Evil 7 – przerażająca przygoda dla szukających mocnych wrażeń

Powinieneś kupić Resident Evil 7, jeśli:

  • szukasz mocnych wrażen w wirtualnej rzeczywistości i jesteś odporny na stres;
  • zwykłe horrory przestały Cię „bawić”.

Resident Evil to jedna z tych marek, której prawie nikomu nie trzeba przedstawiać. Już dawno wyszła ona poza świat gier i choć osobiście jestem wielkim fanem zarówno filmów, jak i animacji opartych na kultowym growym horrorze, całość zawsze traktuję bardziej jako „dobrą zabawę”, niż dzieło, które mogłoby mnie autentycznie przerazić. I w chwili, w której byłem pewny, że Resident Evil nigdy mnie już nie przerazi, pojawiła się gra Resident Evil 7: biohazard. Gra wywraca do góry nogami całą formułę serii i stawia na widok z pierwszej osoby, ale to właśnie obsługa technologii VR okazała się dla mnie najważniejszą „nowinką”, która diametralnie zmienia odbiór całości. Tu od razu muszę zaznaczyć jedno – choć gra ta ma również wersję na PC i konsole Microsoftu, to wirtualna rzeczywistość jest w niej obsługiwana tylko przez PSVR.

Resident Evil 7

Ucieczka i walka z goglami na głowie dostarczyły mi podczas gry niesamowitych emocji, bo całość zrealizowano bardzo płynnie, a dzięki przeniesieniu perspektywy do widoku oczami bohatera zyskuje się dodatkowe poczucie, że jest się w samym środku akcji i więcej strachu. Resident Evil 7, w przeciwieństwie wielu horrorów VR, jest także pełnoprawną produkcją, a nie zwykłym „straszącym demkiem” zupełnie niewartym swojej ceny. Ukończenie całości zajęło mi około 13-14 godzin, podczas których musiałem przynajmniej kilkukrotnie ściągać gogle, aby uspokoić nerwy i odpocząć od emocji. Jeżeli poszukujesz w wirtualnej rzeczywistości tych drugich – lepszej pozycji na rynku obecnie nie znajdziesz.

Wiarygodne sklepy gwarantujące bezpieczne zakupy
Poniższe odnośniki są linkami afiliacyjnymi. Dokonując zakupu nie płacisz nic więcej, a wspierasz naszą działalność.

Rekomendacja nr 3: Star Trek: Bridge Crew – doskonała gra dla osób lubiących kooperację

Powinieneś kupić  Star Trek: Bridge Crew, jeśli:

  • preferujesz „siedzące” doświadczanie wirtualnej rzeczywistości;
  • nie masz problemu w komunikowaniu się z innymi graczami;
  • poszukujesz gier, w których współpracuje się z innymi.

Dwie poprzednie rekomendacje to propozycje przede wszystkim dla pojedynczego gracza (fakt, w Farpoint jest multiplayer, ale jednak trzonem zabawy jest kampania). Pora więc na coś, co czyni VR prawdziwym doświadczeniem społecznym. Od razu zaznaczę – Star Trek: Bridge Crew najlepiej „smakuje” w chwili, gdy w jednym pomieszczeniu zbierze się cztery osoby z własnymi zestawami VR. Wiem, że mało to prawdopodobne, ale możecie mi wierzyć – gra zyskuje wówczas bardzo mocno na atrakcyjności. Oczywiście da się świetnie bawić i bez tego – produkcja oferuje możliwość grania ze znajomymi i losowymi nieznajomymi przez sieć. Osobiście bardzo mocno polecam jednak tę pierwszą opcję – pośród nieznajomych nietrudno trafić bowiem na osoby, które najzwyczajniej w świecie kupiły grę tylko po to, aby psuć zabawę innym. Niemniej, gdy trafia się na zgraną ekipę, próby skoordynowania działań gwarantują świetną zabawę.

Star Trek: Bridge Crew

No dobrze, ale na czym owa zabawa w ogóle polega? W Star Trek: Bridge Crew każdy z graczy wciela się w jedną z ról na kosmicznym statku – jeden gracz jest kapitanem i wydaje rozkazy, inny obsługuje działa, jeszcze kolejny decyduje o systemach obronnych, a jeszcze kolejny skupia się na nawigacji. Każda misja to unikalne wyzwanie, z którym można sobie poradzić jedynie blisko współpracując z pozostałymi członkami załogi. Z reguły polegają one na zniszczeniu napływających wrogów, obronie jakiejś placówki, odszukaniu sekretu lub po prostu odbiciu wyznaczonego punktu. Bez względu na to, w którym scenariuszu się znajdziemy, kooperacja jest tutaj mocno wskazana… choć Star Trek: Bridge Crew umożliwia także zabawę samotnym wilkom. Prawdę powiedziawszy, akurat tę formę mocno Wam odradzam. Jeżeli tylko macie połączenie z internetem, znacznie lepszym wyborem jest ruszenie w kosmiczną podróż w czyimś towarzystwie.

Wiarygodne sklepy gwarantujące bezpieczne zakupy
Poniższe odnośniki są linkami afiliacyjnymi. Dokonując zakupu nie płacisz nic więcej, a wspierasz naszą działalność.

Jeśli już masz powyższe gry, powinieneś zwrócić uwagę na:

  • Batman: Arhkam VR. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze marzyłem o tym, aby zostać superbohaterem. Batman: Arkham VR wprawdzie nie pozwala nam na nocne krucjaty pod przebraniem Człowieka-Nietoperza w pełnym wymiarze, ale to i tak jedna z tych produkcji, którymi mając PSVR trzeba się zainteresować. Zakładając maskę Batmana oddajemy się detektywistycznej pracy, próbując rozwikłać kolejne zagadki. Jest klimat, jest ładna oprawa graficzna, ale co najważniejsze – widać, że tytuł został stworzony specjalnie pod nowe medium.
  • Superhot VR. Polski akcent w zestawieniu, który znalazł się jednak na liście w pełni zasłużenie. Superhot już jako zwykła (czyt. nie-na-VR) strzelanka wypada znakomicie – twórcy postawili na ciekawą mechanikę „zatrzymywanie czasu podczas stania w bezruchu”. Wersja na wirtualną rzeczywistość pcha ów koncept jeszcze dalej, pozwalając graczowi jeszcze bardziej wczuć się w rolę protagonisty. Rozgrywka w takiej formie wypada naprawdę świetnie.
  • Robinson: The Journey. Jedna z ładniejszych gier, która pojawiła się na PSVR. Naszym zadaniem jest przeżycie na tajemniczej, obcej planecie, na której znaleźliśmy się... cóż, praktycznie z niczym. Szukając odpowiedzi odwiedzamy kolejne cudowne lokacje, przemierzamy niebezpieczne dżungle i szukamy niesamowitych stworzeń. Rozgrywka to miks elementów logicznych oraz zręcznościowych.
  • Job Simulator. Niepozornie wyglądająca gra, która cieszy się jednak ogromną popularnością. Kto by pomyślał – ludzie zakładając PSVR mają ochotę pracować! Job Simulator szczęśliwie kładzie nacisk na parodię, nie na wierną symulację. Wybierając jeden z kilku dostępnych zawodów możemy naprawdę zaszaleć, ale co w tytule najistotniejsze – daje nam on ogromną swobodę. No i pozwala kopiować w kserokopiarce pączki. Czego chcieć więcej?
  • Raw Data. Mało znana produkcja, która wprawdzie wygląda wyraźnie lepiej na pecetowych zestawach VR, ale którą i tak warto się zainteresować w wersji na PSVR. W Raw Data wcielamy się w hakera, który musi wykraść z korporacji newralgiczne dane. Problem w tym, że na naszej drodze stają całe zastępy robo-strażników. Aby ich pokonać korzystamy z mnóstwa różnych broni i umiejętności... i to w jaki sposób! Walka w Raw Data jest naprawdę płynna i świetnie wykorzystuje możliwości kontrolerów Move.

Pięć gier PSVR, od których lepiej trzymać się z daleka

  • Here They Lie. Gra-horror, która miała spory potencjał. Próbowałem podejść do niej kilkukrotnie, bo sam koncept wydaje się ciekawy – wcielamy się w bohatera, który trafia do surrealistycznego świata pełnego dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk. Niestety zwiedzą go bez problemów tylko nieliczni – Here They Lie zostało skonstruowane w taki sposób, iż graczowi bardzo często zaczyna wariować błędnik, przez co odczuwa fizyczny dyskomfort. Trafiło się to zarówno mnie, jak i kilku innym osobom, którym prezentowałem grę.
  • Weeping Doll. Kolejny z horrorów, od którego niestety lepiej trzymać się z daleka. W grze trafiamy do opuszczonego, koszmarnie wyglądającego domu, gdzie jako pokojówka próbujemy zrozumieć genezę ostatnich, tajemniczych wydarzeń. Rozgrywka bazuje na prostych łamigłówkach... których niestety jest przerażająco mało. Grę można ukończyć w zaledwie kilkadziesiąt minut i choć jako taka, wcale nie jest tragiczna – mocno odradzam zakup. No chyba, że nie macie na co wydawać pieniędzy.
  • Hustle Kings VR. W teorii – wszystko powinno działać idealnie. Możliwość pogrania w bilard poprzez VR brzmi w końcu bardzo sensownie, prawda? Też mi się tak wydawało, aż do momentu, w którym uruchomiłem Hustle Kings VR. Gra została przeniesiona do wirtualnej rzeczywistości bardzo nieudolnie, a sterowanie czymkolwiek jest szalenie niewygodne. Ktoś po prostu uznał, że „VR jest modny” i na siłę próbował stworzyć coś z niczego.
  • Dying: Reborn. Jeszcze jeden horror na mojej liście. Niestety ponownie nie bez powodu. Choć sama atmosfera ma swoje plusy, cała reszta wypada zdecydowanie poniżej średniej. Tragiczne odgłosy, frustrujące zagadki (głównie łączenie przedmiotów), w których brakuje jakiejkolwiek logiki, beznadziejna historia i do tego maksymalnie półtorej godziny zabawy. Po prostu nie warto.
  • Harmonix Music VR. Wydawałoby się, że gry muzyczne na VR sprawdzą się doskonale. Choć nie brakuje udanych produkcji tego typu, Harmonix Music VR z pewnością się do nich nie zalicza. To bardziej technologiczne demo, które wprawia rytm narysowane przez nas przedmioty lub wirtualne otoczenie. Problem w tym, że wszystko to nudzi się po maksymalnie dwóch, trzech minutach. To trochę za mało, jak na tytuł za 60 złotych.

Jak testuję gry i co biorę pod uwagę wybierając rekomendacje?

Każdy z wymienionych i poleconych tytułów miałem okazję nie tylko samodzielnie ograć w warunkach domowych, ale oczywiście także i ukończyć (przynajmniej tam, gdzie istnieje coś takiego, jak typowe zakończenie). Przy decydowaniu o tym, które z tytułów ostatecznie wybrać do zestawienia, kierowałem się nie tylko własnymi odczuciami względem produkcji, ale brałem także pod uwagę „opinię ogółu”, bazując na najbardziej neutralnym (choć dalekim od ideału) wskaźniku, jakim jest średnia ocen graczy na serwisie metacritic.com. Subiektywne odczucia opierałem zaś na następujących czynnikach:

  • Łatwość wciągnięcia się w rozgrywkę. Ulubione słowo twórców gier, czyli immersja, bądź co bądź w przypadku VR jest szalenie istotna. Wykreowany świat, do którego wchodziłem dzięki goglom, musiał mnie do siebie w stu procentach przekonać, aby trafić w ogóle do puli tytułów godnych dalszego polecenia. Na wspomnianą immersję składa się naturalnie nie tylko odpowiednia oprawa graficzna, dobrze zaprojektowana gra światła, ale także dobrze dobrane dźwięki i pasująca do konwencji mechanika rozgrywki. Tylko wtedy podczas gry można zapomnieć o świecie zewnętrznym… i z radością melduję, że przy każdej z powyższych rekomendacji dokładnie tak się stało.
  • Dostosowanie rozgrywki do możliwości i ograniczeń VR. Czynnik może i oczywisty, ale jakże istotny. Choć VR sama w sobie daje ogromne możliwości w kwestiach narracyjnych, umiejętne ich wykorzystanie to całkowicie inna sprawa. Zwłaszcza, iż od strony technicznej nie zawsze jest to łatwe do zrealizowania. Rekomendowane przeze mnie gry stawiają na mechaniki oraz rozwiązania, które zdają się wykorzystywać potencjał nowego medium, nawet jeśli same w sobie nie są rewolucyjne.
  • Stosunek ceny do jakości i długości zabawy. Rynek gier VR jest obecnie zalewany technicznymi demami, które jedynie prezentują możliwości danego medium. Ich problem polega na tym, że choć efektowne, to w żaden sposób nie stanowią samodzielnej, pełnoprawnej produkcji. Po jednokrotnym uruchomieniu (zwykle mało interaktywnym) tracą jakikolwiek urok. Każda z polecanych przeze mnie gier to rozrywka na przynajmniej kilka godzin, co w przeliczeniu nawet przy najwyższej możliwej cenie (180 złotych), zapewnia dobry zwrot inwestycji na poziomie 20-30 złotych za godzinę zabawy.
  • Zaawansowanie danego tytułu w porównaniu do innych dostępnych pozycji. Każda z rekomendowanych przeze mnie gier przynależy do innej kategorii. Farpoint to strzelanka, Resident Evil 7 to horror, Star Trek: Bridge Crew potraktować można jako symulator kosmiczny. Tytuły okazały się być warte polecenia także dlatego, iż w swoich gatunkach oferują absolutnie najwięcej – zarówno pod względem graficznym, jak i przyjemności płynącej z rozgrywki.
PSVR TV

Z jakimi problemami można się spotkać wchodząc do VR?

Pierwszy i najbardziej oczywisty to samopoczucie. Choć technologia wirtualnej rzeczywistości w ostatnich latach bardzo mocno się rozwinęła i inżynierom w dużej mierze udało się rozwiązać problem szalejącego błędnika, część osób nadal może odczuwać pewien dyskomfort w niektórych z gier – zwłaszcza tych, które stawiają na bardzo dynamiczną akcję lub wymuszają nagłą zmianę perspektywy. Rekomendowane przeze mnie tytuły w większości przypadków nie powinny wywoływać zawrotów głowy, ale niektóre z sekcji niestety narażają wrażliwsze osoby na pewien dyskomfort. Farpoint kilkukrotnie postawi nas nad przepaścią bądź wprowadzi w stan nieważkości, dziwne uczucia mogą niektórym towarzyszyć podczas sekwencji śmierci w Resident Evil 7. W przypadku Star Trek: Bridge Crew nie powinniście natrafić na żadne nieprzyjemności natury fizycznej.

VR Problemy

Drugi z problemów, występujący głównie przy grach, które wymagają od gracza stania, to… kable. Niestety większość przystępnych cenowo, zaawansowanych zestawów VR wciąż polega na tradycyjnych, przewodowych, rozwiązaniach, a to sprawia, że podczas zabawy niejednokrotnie można się potknąć lub zahaczyć o zwisające z gogli przewody. Najbardziej problematyczne jest to w przypadku Farpointa, który wymaga od gracza aktywnego poruszania się przed konsolą. Resident Evil 7 oraz Star Trek: Bridge Crew pozwalają wygodnie rozsiąść się na kanapie, dlatego tam nie trzeba się martwić kłopotami z kablami. Dopóki w VR nie upowszechni się technologia bezprzewodowa, na ten mankament gier tego typu trzeba się po prostu uodpornić.

Rozwój rynku VR – czego się spodziewać?

VR swój triumfalny pochód w kategorii gier rozpoczęła w roku 2014 i od tego czasu mocno wyewoluowała. Na rynku mamy już trzy bardzo zaawansowane zestawy dające dostęp do złożonych i dopracowanych gier, a liczba tytułów, które bazują na wirtualnej rzeczywistości, rośnie w zastraszającym tempie. Choć cały proces przebiega odrobinę wolniej niż się tego spodziewano, nie ulega wątpliwości, iż całość zmierza we właściwym kierunku. Według obecnych, już nieco bardziej stonowanych szacunków, przyszłość dla tego segmentu wciąż wygląda bardzo obiecująco. Obecnie połączone rynki VR a AR wyceniane są na około 11 miliardów dolarów. W roku 2020 ma to być ponad 140 miliardów, zaś rok później – grubo ponad 200 miliardów. Wraz z rozrostem segmentu obserwować będziemy rosnącą jakość dostępnych produkcji oraz sprzętu. Trend ten doskonale obrazują zresztą dotychczasowe doświadczenia: w porównaniu do początkowo wydawanych produkcji, współczesne tytuły są znacznie bardziej złożone i dopracowane.

PSVR